O roli mikrobiomu jelitowego, przyszłości żywienia zwierząt i odpowiedzialności marek rozmawiamy z Moniką Mrozowską – dyrektorką sprzedaży, marketingu i eksportu marki Vetfood
Między nauką a intuicją, między trendem a przełomem, jest moment, w którym zaczyna zmieniać się sposób myślenia. W obszarze zdrowia zwierząt towarzyszących takim impulsem do poszerzenia perspektywy stały się badania nad mikrobiomem jelitowym. To wokół nich coraz częściej ogniskują się rozmowy o profilaktyce, żywieniu i przyszłości weterynarii. Z kakofonii modnych haseł, uproszczeń i szybkich recept wyłania się dziś coś więcej niż trend – nowy język opowieści o zdrowiu tych, których w drodze ewolucji i udomowienia uczyniliśmy naszymi najbliższymi towarzyszami.
Co, jeśli przyszłość zdrowia zwierząt rzeczywiście prowadzi przez jelita? A co, jeśli jeszcze ważniejsze od samej odpowiedzi na to pytanie, jest zrozumienie, jak tę przyszłość rozwijać odpowiedzialnie?
Naszą rozmówczynią jest Monika Mrozowska – dyrektorka sprzedaży, marketingu i eksportu Vetfood – polskiej marki tworzącej specjalistyczne rozwiązania wspierające zdrowie zwierząt oraz nowoczesną medycynę weterynaryjną.
Na przestrzeni ostatnich lat podejście do żywienia zwierząt bardzo się zmieniło. Jak, z Pani perspektywy, ewoluowało ono na przestrzeni lat? Które zmiany uważa Pani za najbardziej przełomowe? Co, Pani zdaniem, napędza tę transformację?
|
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat obserwujemy wyraźne przejście od żywienia „podstawowego”, skoncentrowanego wyłącznie na pokryciu zapotrzebowania energetycznego, do żywienia funkcjonalnego, które realnie wspiera zdrowie i zapobiega chorobom. Jedną z najbardziej przełomowych zmian jest uznanie, że dieta może być elementem terapii i profilaktyki – a nie tylko codzienną rutyną. Transformację napędza kilka czynników: rosnąca świadomość opiekunów zwierząt, rozwój nauki – szczególnie w obszarze mikrobiomu – a także zmiana roli zwierząt w społeczeństwie. Dziś są one pełnoprawnymi członkami rodziny, co przekłada się na większą troskę o ich zdrowie i dążenie do rozwiązań jakościowych, a nie tylko podstawowych.
Skoro dieta pełni dziś znacznie szerszą rolę niż kiedyś, to naturalnie rodzi się pytanie, jaką rolę odgrywają w tym podejściu karmy uzupełniające. Czy dziś możemy mówić o żywieniu z udziałem dodatków żywieniowych jako elemencie profilaktyki i wsparcia zdrowia, a nie tylko o zaspokajaniu podstawowych potrzeb?
Zdecydowanie tak. Stosowanie karm uzupełniających stało się integralnym elementem profilaktyki zdrowotnej. Odpowiednio dobrane produkty mogą wspierać odporność, układ pokarmowy, stawy czy funkcje poznawcze. To podejście jest dziś coraz bliższe medycynie prewencyjnej – działamy, zanim pojawi się problem, a nie dopiero wtedy, gdy choroba już się rozwinie.
To myślenie o zdrowiu zwierząt w kategoriach zapobiegania sprawiło, że coraz większą uwagę zaczęto poświęcać mikrobiomowi i roli, jaką w utrzymaniu jego równowagi pełnią probiotyki. Skąd, Pani zdaniem, tak dynamiczny rozwój tego segmentu? Jak zmieniła się świadomość dotycząca znaczenia mikrobiomu?
Dynamiczny rozwój tego segmentu wynika przede wszystkim z przełomu naukowego – zaczęliśmy rozumieć, jak ogromny wpływ mikrobiom ma nie tylko na trawienie, ale także na odporność, metabolizm, a nawet zachowanie zwierząt. Coraz częściej mówi się o takich zależnościach jak oś jelito–mózg, jelito–wątroba czy jelito–nerki, co pokazuje, jak silnie mikrobiom powiązany jest z funkcjonowaniem całego organizmu. Świadomość zdecydowanie wzrosła – zarówno wśród lekarzy weterynarii, jak i opiekunów. Mikrobiom jelitowy przestał być traktowany jako „dodatek”, a zaczął być postrzegany jako jeden z kluczowych elementów zdrowia. To naturalnie przełożyło się na rozwój produktów probiotycznych i postbiotycznych o coraz bardziej precyzyjnym działaniu.
Jak na tę ewolucję odpowiadała – i nadal odpowiada – marka Vetfood? Jak rozwijało się Państwa podejście do produktów probiotycznych?
Od początku stawialiśmy na rozwiązania oparte na nauce. W obszarze probiotyków przeszliśmy drogę od klasycznych formulacji do zaawansowanych produktów opartych na wyselekcjonowanych szczepach i konkretnych wskazaniach.
Dziś nasze podejście jest znacznie bardziej precyzyjne – nie mówimy już o „probiotyku ogólnym”, ale o wsparciu konkretnych funkcji organizmu. W naszej ofercie znajduje się sześć różnych produktów zawierających szczepy probiotyczne – każdy odpowiada na inne potrzeby zwierząt. Równolegle rozwijamy także koncepcję synergii, łącząc probiotyki z innymi składnikami aktywnymi dla maksymalizacji efektu.
Mówi Pani o konsekwentnym, naukowym podejściu jako czymś wpisanym w DNA marki. Na ile była to wizja obecna od początku, a na ile coś, co dojrzewało wraz z rynkiem? Vetfood startował w 2008 roku, kiedy świadomość wokół żywienia zwierząt była mniejsza. Zastanawiam się, jak wyglądało budowanie takiego podejścia, kiedy rynek nie był jeszcze na nie w pełni gotowy. Jak wyglądały początki marki, jaka idea stała za jej stworzeniem i jakie były jej kamienie milowe?
Początki były odpowiedzią na realną lukę rynkową – brakowało wysokiej jakości, naukowo uzasadnionych karm uzupełniających dla zwierząt. I tak – od samego początku ideą było tworzenie produktów, które będą realnym wsparciem dla lekarzy weterynarii w codziennej praktyce klinicznej.
Jednym z kluczowych kamieni milowych było wprowadzenie w 2018 roku pierwszego synbiotyku – Flora Balance. To moment przełomowy, który nie tylko poszerzył portfolio, ale także wyznaczył kierunek dalszego rozwoju firmy w stronę rozwiązań mikrobiomowych. Rozwijając tę kategorię, zaczęliśmy intensywnie inwestować w badania oraz pogłębiać wiedzę w zakresie wpływu mikrobioty na zdrowie zwierząt, co zaowocowało kolejnymi, coraz bardziej zaawansowanymi produktami.
Równolegle istotnym etapem była ekspansja na rynki zagraniczne oraz konsekwentne budowanie pozycji marki jako partnera merytorycznego – nie tylko producenta, ale przede wszystkim źródła wiedzy i wsparcia dla środowiska weterynaryjnego.
Czy właśnie zdradziła Pani przepis na sukces w branży weterynaryjnej? ;) Co sprawia, że Vetfood utrzymuje silną pozycję na rynku od ponad 15 lat?
To połączenie jakości, konsekwencji i wiarygodności. Nie podążamy ślepo za trendami – analizujemy je i wdrażamy tylko wtedy, gdy mają solidne podstawy naukowe. Kluczowa jest także relacja ze środowiskiem weterynaryjnym i zaufanie, które buduje się latami.
Mówi Pani o jakości, konsekwencji i wiarygodności, ale gdyby miała Pani wskazać, co w sukcesie marki jest ważniejsze, czy postawiłaby Pani na innowację produktową, czy na konsekwentnie budowaną filozofię marki?
Jedno nie istnieje bez drugiego. Innowacje produktowe są bezpośrednim efektem filozofii opartej na wiedzy, jakości i odpowiedzialności. To właśnie ta spójność pozwala na długofalowy rozwój.
A gdzie w tym wszystkim jest przestrzeń na edukację?
Jeśli chcemy, aby produkty były stosowane świadomie i skutecznie, musimy dostarczać rzetelną wiedzę. Dlatego edukacja jest naturalnym przedłużeniem naszej działalności. To również element odpowiedzialności – szczególnie dziś, gdy w przestrzeni internetowej pojawia się ogrom niezweryfikowanych informacji. W dobie social mediów każdy może publikować treści, ale nie wszystkie są rzetelne. Marki powinny brać odpowiedzialność za jakość przekazywanej wiedzy i aktywnie przeciwdziałać dezinformacji.
Jakie obszary w medycynie weterynaryjnej wymagają dziś największej edukacji?
Przede wszystkim rola mikrobiomu, właściwe stosowanie karm uzupełniających oraz znaczenie profilaktyki. Wciąż funkcjonuje wiele mitów, które wymagają uporządkowania – zarówno wśród opiekunów, jak i części środowiska weterynaryjnego. Jednym z uproszczeń jest przekonanie, że o antybiotykoterapii wiemy już wszystko, podczas gdy wciąż niedostateczna jest świadomość pełnej skali jej konsekwencji oraz częstotliwości nadużywania.
Czy właśnie z takimi tezami konfrontuje się kampania edukacyjna „Mikrobiom w zdrowiu i chorobie”?
To inicjatywa, której celem jest uporządkowanie wiedzy na temat mikrobiomu (zwłaszcza jelitowego) i pokazanie jego realnego wpływu na zdrowie. Kampania łączy wiedzę naukową z praktyką kliniczną i ma na celu zwiększenie świadomości zarówno wśród specjalistów, jak i opiekunów.
Jest szczególnie istotna, ponieważ dotyczy jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się obszarów współczesnej medycyny i żywienia zwierząt, który – w ocenie nie tylko mojej, ale i ekspertów z branży weterynaryjnej – będzie definiował przyszłość opieki zdrowotnej i sprzyjał dalszemu rozwojowi indywidualnego podejścia do terapii psów, kotów i innych gatunków.
To dlatego można powiedzieć, że odpowiedzi na pytania o przyszłość zdrowia zwierząt rzeczywiście zaczynamy dziś szukać właśnie w jelitach?
W coraz większym stopniu tak. Oczywiście zdrowie to system naczyń połączonych i nie można sprowadzać wszystkiego wyłącznie do mikrobiomu jelitowego, ale dziś wiemy, że jelita są jednym z kluczowych regulatorów zdrowia całego organizmu – od odporności, przez metabolizm, po odpowiedź na terapię.
To dlatego mikrobiom przestaje być postrzegany jako wąski obszar badawczy, a coraz częściej stanowi jeden z fundamentów medycyny prewencyjnej i spersonalizowanego podejścia do zdrowia zwierząt. Jeśli więc szukamy odpowiedzi na pytania o przyszłość, to rzeczywiście wiele z nich prowadzi dziś właśnie przez jelita. Nie dlatego, że kryje się w nich wyjaśnienie wszystkich zagadek, ale dlatego, że coraz lepiej rozumiemy centralną rolę mikrobiomu w funkcjonowaniu całego organizmu. To zmienia nie tylko terapię, ale także sposób myślenia o profilaktyce, żywieniu i medycynie przyszłości.
A skoro o przyszłości mowa... Jakie trendy będą kształtować rozwój żywienia uzupełniającego i suplementacji zwierząt?
Najważniejsze kierunki to dalszy rozwój produktów mikrobiomowych, wykorzystanie postbiotyków i synbiotyków, integracja żywienia z medycyną weterynaryjną oraz rosnący nacisk na profilaktykę. Coraz większe znaczenie będzie miała także personalizacja suplementacji.
Brzmi to jak mapa kierunków rozwoju rynku. Na ile Vetfood chce za tymi zmianami podążać, a na ile je kreować? W jakim kierunku marka chce rozwijać się dalej – zarówno produktowo, jak i edukacyjnie?
Chcemy dalej rozwijać produkty o wysokim stopniu specjalizacji i skuteczności, jednocześnie intensyfikując działania edukacyjne – zarówno poprzez kampanie, jak i współpracę z lekarzami weterynarii. Kluczowa pozostaje także internacjonalizacja i dalsze umacnianie pozycji na rynkach zagranicznych.
A co w tak dynamicznym rozwoju jest największą pokusą, której marka świadomie się opiera? O ślepym podążaniu za trendami już Pani wspomniała. Co jeszcze?
Jedną z największych pokus jest myślenie, że rozwój napędzają wyłącznie produkty i tempo wzrostu. Wierzę, że rozwój budują przede wszystkim ludzie – ich kompetencje, zaangażowanie i wspólne wartości. Dlatego marka świadomie opiera się pokusie skalowania kosztem zespołu, relacji czy jakości współpracy. Bo nawet najlepsza strategia nie działa bez ludzi, którzy naprawdę stoją za projektem.
Jest to droga pełna meandrów – nieprzypadkowo zupełnie jak jelita ;). Gdzie w takim razie szukać drogowskazu? Gdyby miała Pani wskazać jedną ideę, która od początku prowadzi Vetfood i nadal napędza rozwój marki - co by to było?
Tworzenie rozwiązań, które realnie poprawiają jakość życia zwierząt – w oparciu o wiedzę, odpowiedzialność i szacunek do nauki.